W miniony weekend pierwszy raz w życiu laminowałem. Dokładniej, to kładłem włókno szklane, wzmacniając je żywicą epoksydową, czyli czymś w rodzaju kleju, dla mniej wtajemniczonych:). Ale po kolei.
Jak już pisałem we wcześniejszych postach, udało mi się wyfrezować w styropianie model tunelu środkowego, czyli tego elementu, który znajduje się pomiędzy fotelami. Model ten posłużył mi jako kopyto do ułożenia laminatu. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, nie licząc prób na modelu redukcyjnym w skali 1:10, który zrobiłem minionej zimy w domu. Miałem mnóstwo obaw,mimo że oglądałem i czytałem trochę nt. techniki, materiałów i warunków laminowania. Zastanawiałem sie cały czas jak mi się uda proces i jaki będzie efekt końcowy. Najbardziej, po nieudanych próbach zimowych, obawiałem się wyjęcia gotowego elementu z formy, a dokładniej odklejenia jej. Posłuchałem rady jednego z ludzi doswiadczonych w temacie i okleiłem cały model folią aluminiową. Zdjęcia poniżej przedstawiają model tunelu po oklejeniu.
Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło po tym zabiegu, odnosiło się do znanych z mojego dzieciństwa butów zimowych "sofix", w których chodzili Sigma i Pi, bohaterowie jednego z programów dla dzieci:). To tylko taka mala dygresja...
Następnie przyszedł czas na dopasowanie maty. I tu pojawił się mój pierwszy błąd.
Wybrałem "szmatę" 150g/m2. Wyczytałem gdzieś, że da ona dość dobre właściwości wytrzymałościowe. Plan był, aby nałożyć trzy warstwy. Powinienem był się domyśleć, podczas docinania, że materiał jest zbyt sztywny. Miałem jednak nadzieję, że po nasączeniu żywicą zrobi się on na tyle elastyczny, że ułoży się na formie. Niestety myliłem się. Już podczas nawilżania ciężko było odzwierciedlić kształt. Materiał zbyt sprężynował i nie dawał się formować.
Po skończeniu laminowania, już wiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie...
Popełniłem dwa znaczące błędy, które zaważyły na tym, że cały element nadaj się głównie do wyrzucenia. Po pierwsze, użyłem zbyt grubej tkaniny. Zamiast 150g/m2 powinienem użyć 100g/m2. Tym bardziej, że nie jest to element nośny, a i jest sporo możliwości takiego przymocowania do ramy, że można całą konstrukcję jeszcze usztywnić.
Drugim moim błędem był wybór dość skomplikowanego elementu na pierwsze próby. Jak się okazało liczba zagłębień, promieni, łuków i przejść jest tak duża, że naprawdę wymaga sporo doświadczenia i praktyki.
Po tym jak udało mi się oddzielić element od formy - dzięki folii aluminiowej, przymierzyłem jak pasuje do pojazdu. Na szczęście pasuje jak ulał. Do tego podoba mi się sam design, który stworzyłem. Ergonomia może nie jest mocną stroną tych rozwiązań. Na tunelu zaplnowałem przełączniki i kontrolki, do tego jest półka na dokumenty czy telefon, ale do wszystkiego jest dość utrudniony dostęp przez źle pozycjonowany drążek zmiany biegów, jednak mimo tych wszystkich wad, podoba mis się.
Kolejne doświadczenie zdobyte. Jeszcze nie wiem, co zrobię z tym modelem. Czy spróbuję go naprawić czy jednak zrobię drugi. Na szczęście forma przeżyła, więc mogę kontynuować.
Kit-car to taki pojazd, w którym nic do siebie nie pasuje. Gdyby pasowało, to byłby to pojazd seryjny. kit-car, reverse trike, trajka, trzykołowiec...
niedziela, 28 kwietnia 2013
tech talk
Posta tego postanowiłem utworzyć, żeby przestrzec ewentualnych przyszłych pokręconych ludzi jak ja, którzy chcą zbudować swój pojazd.
Jak już wspomniałem wcześniej, po kilku jazdach, szczególnie z dużą prędkością, okazało się, że układ kierowniczy w moim pojeździe jest skopany. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz, jaką spaprałem w tym projekcie, natomiast ta wpływa w zasadniczy sposób na bezpieczeństwo i jakość prowadzenia auta. Po oględzinach u mechanika w warsztacie, gdzie możliwy był pomiar kątów w przednim zawieszeniu, okazało się, że przekładnia kierownicza jest ustawiona nieprawidłowo. To znaczy, że podczas ruchów pionowych kół zmienia się zbieżność. Wada ta objawiała się wężykowaniem pojazdu przy wyższych prędkościach. Za wszystko odpowiada położenie przegubu wewnętrznego drążka kierowniczego, czerwony punkt na poniższym rysunku.
Rysunek przedstawia schematycznie przednie zawieszenie mojego pojazdu. Punkt zaznaczony na czerwono to teoretyczne poprawne położenie przegubu drążka. Obecnie w moim trójkołowcu punkt ten jest przesunięty o jakieś 12cm w lewo. Żeby tą sytuację naprawić, będę dorabiał tulejki, które przedłużą zębatkę w przekładni kierowniczej. Może się okazać, że będzie to wymagało skrócenia samego drążka. To się okażę, podczas składani układu kierowniczego.
Jak już wspomniałem wcześniej, po kilku jazdach, szczególnie z dużą prędkością, okazało się, że układ kierowniczy w moim pojeździe jest skopany. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz, jaką spaprałem w tym projekcie, natomiast ta wpływa w zasadniczy sposób na bezpieczeństwo i jakość prowadzenia auta. Po oględzinach u mechanika w warsztacie, gdzie możliwy był pomiar kątów w przednim zawieszeniu, okazało się, że przekładnia kierownicza jest ustawiona nieprawidłowo. To znaczy, że podczas ruchów pionowych kół zmienia się zbieżność. Wada ta objawiała się wężykowaniem pojazdu przy wyższych prędkościach. Za wszystko odpowiada położenie przegubu wewnętrznego drążka kierowniczego, czerwony punkt na poniższym rysunku.
Rysunek przedstawia schematycznie przednie zawieszenie mojego pojazdu. Punkt zaznaczony na czerwono to teoretyczne poprawne położenie przegubu drążka. Obecnie w moim trójkołowcu punkt ten jest przesunięty o jakieś 12cm w lewo. Żeby tą sytuację naprawić, będę dorabiał tulejki, które przedłużą zębatkę w przekładni kierowniczej. Może się okazać, że będzie to wymagało skrócenia samego drążka. To się okażę, podczas składani układu kierowniczego.
czwartek, 7 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
próby laminowania modelu nadowzia
Po skończeniu modelowania nadwozia postanowiłem spróbować swoich sił z laminatem. Chcę się przekonać, czy sam jestem w stanie sobie z tym poradzić. Tak jak budowanie samego modelu, miało na celu sprawdzenie moich zdolności i możliwości. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogłoby to być ładniej, dokładniej i lepiej wykonane, ale jak na moje dwie lewe ręce myślę, że jest nieźle.
Poniżej zdjęcia modelu pokryte laminatem.
Wyszło całkiem nieźle. Znowu obawiałem się, że nie dam rady. Laminat nie lubi małych zakamarków i drobnych przejść. Szczególnie kiedy robi się to po raz pierwszy:). Oczywiście wprawiony obserwator zauważy pęcherze powietrza, widoczne dobitnie w przedniej części. Nie zajmowałem sobie tym głowy, ponieważ ten element docelowo miałby być wycięty.
Pierwsze doświadczenie z laminatem, szczególnie tak małych elementów - przygotować sobie szmatki. Format, sposób nacięcia i wielkość mają ogromne znaczenie do tego jak się później ułoży materiał podczas nasączania. Tu była moja pierwsza wpadka, nie najgorsza jeszcze...
Schody zaczęły się po wyschnięciu modelu, kiedy przyszło do rozdzielenia laminatu od kopyta. No i tu wyszło moje pochopne laminowanie. Niedostatecznie dokładnie i poprawnie nałożyłem separator. Nie przyłożyłem się zupełnie. Najlepiej było natryskiwać go chociażby zraszaczem do kwiatków, niestety postanowiłem użyć damskich płatków kosmetycznych:). I to był błąd. Laminat nie chce mi się oddzielić od kopyta.
Laminat przyklejony do kopyta... Ktoś pewnie powie, że szkolny błąd, ale cóż każdy kiedyś był w szkole...
Poniżej zdjęcia modelu pokryte laminatem.
Wyszło całkiem nieźle. Znowu obawiałem się, że nie dam rady. Laminat nie lubi małych zakamarków i drobnych przejść. Szczególnie kiedy robi się to po raz pierwszy:). Oczywiście wprawiony obserwator zauważy pęcherze powietrza, widoczne dobitnie w przedniej części. Nie zajmowałem sobie tym głowy, ponieważ ten element docelowo miałby być wycięty.
Pierwsze doświadczenie z laminatem, szczególnie tak małych elementów - przygotować sobie szmatki. Format, sposób nacięcia i wielkość mają ogromne znaczenie do tego jak się później ułoży materiał podczas nasączania. Tu była moja pierwsza wpadka, nie najgorsza jeszcze...
Schody zaczęły się po wyschnięciu modelu, kiedy przyszło do rozdzielenia laminatu od kopyta. No i tu wyszło moje pochopne laminowanie. Niedostatecznie dokładnie i poprawnie nałożyłem separator. Nie przyłożyłem się zupełnie. Najlepiej było natryskiwać go chociażby zraszaczem do kwiatków, niestety postanowiłem użyć damskich płatków kosmetycznych:). I to był błąd. Laminat nie chce mi się oddzielić od kopyta.
Laminat przyklejony do kopyta... Ktoś pewnie powie, że szkolny błąd, ale cóż każdy kiedyś był w szkole...
dalsze prace nad modelem nadwozia, skala 1:10
Po kilku kolejnych wieczorach spędzonych nad modelem nadwozia, udało się uzyskać efekt jak na powyższych zdjęciach. Kolor odpowiada temu, co chciałbym mieć na skończonym pojeździe, czyli czarny. Docelowo na pojeździe będzie to jednak czarny mat...
poniedziałek, 18 lutego 2013
model nadwozia ukończony
Jak na moje zdolności wydaje mi się, że całkiem nieźle wyszło. Poniżej przedstawiam kilka zdjęć, które pozwolą choć trochę wyobrazić sobie do czego będę dążył, budując nadwozie do mojego autka.
wtorek, 29 stycznia 2013
zimowa nuda...
Zima nie sprzyja siedzeniu w garażu. Ale pracy koncepcyjnej i owszem. Dlatego postanowiłem wykorzystać te tygodnie na pracę nad nadwoziem. Powyżej cyfrowy model przedniej jego części w 3D.
Tutaj również model przedniej części i także w 3D, wycięty laserowo i złożony z sekcji podłużnych i poprzecznych wręg. Praca precyzyjna, w sam raz na zimowy wieczór.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















